Numer 1 (45)
2010
Grunwald bierze wszystko Podobnie jak przed rokiem, nowy sezon zapaśniczy
zainaugurowano w Osielsku. Zobaczymy, czy wedle życzenia wójta gminy Wojciecha
Sypniewskiego stanie się to tradycją. O ile w 2009 roku w pod bydgoskiej
miejscowości przez dwa dni rywalizowały zawodniczki i zawodnicy stylu wolnego,
o tyle tym razem – na prośbę organizatorów – zawody ograniczyły się do
jednodniowych zmagań wolniaków. Zaplanowany pierwotnie w Osielsku I Puchar
Polski Seniorek odbył się tydzień później w Żarach.
Zgodnie z planem
Do czasu rewanżowego meczu w Piotrkowie Trybunalskim na dwoje babka wróżyła –
mistrzem mógł zostać tak AKS, jak i Unia. Po tym spotkaniu, wygranym przez Unię
16-13, w zasadzie wszystko było już jasne i tylko ewentualny kataklizm (np.
kontuzja któregoś z czołowych zawodników) mógł zmienić coś, czego spodziewano
się jeszcze przed startem rozgrywek – triumfu raciborzan w lidze.
Wywiad z Edwardem Barsegjanem Rok 2010 zacząłem obiecująco, bo od wygranej w lidze
niemieckiej z Sylwestrem Charzewskim. Pokonałem też już reprezentanta Finlandii, tego samego, który
okazał się ode mnie lepszy w Mistrzostwach Europy w 2008 roku. Taki udany rewanż bardzo podbudowuje, choć najważniejsze walki sezonu
jeszcze przede mną. Pod koniec miesiąca wezmę udział w zawodach
międzynarodowych we Francji bądź Turcji. W lutym mamy w Kartuzach Puchar
Polski, na którym jako gospodarz też będę chciał się pokazać z jak najlepszej
strony. Potem czekają mnie jeszcze zawody na Węgrzech, które będą stanowić
praktycznie ostatni poważny sprawdzian przed Mistrzostwami Europy. To obok
późniejszych Mistrzostw Świata dla mnie cel numer jeden w tym roku. Będę bronił
medalu, co nigdy nie jest rzeczą łatwą.
Sensacji aż nadto Zabrze, 14.10.84 (inf. wł.). Pierwszą sensacją
indywidualnych mistrzostw zapaśniczych w stylu klasycznym było pojawienie się
byłego mistrza świata, Ryszarda Świerada w roli trenera dębickiej Wisłoki.
Drugim, niecodziennym wydarzeniem stała się dekoracja zwycięzców, bowiem na
stopniu podium stawali jednocześnie mistrzowie w stylu klasycznym i wolnym. Tak
się bowiem złożyło, że bodaj po raz pierwszy rozegrano jednocześnie pojedynki o
prymat w kraju zarówno wolniaków jak i klasyków – na sześciu matach. Trudno
więc było skupić się na poszczególnych walkach, bowiem w Zabrzu nieraz
jednocześnie działo się wiele interesujących rzeczy.
Złoto leżało na macie Nie potrafi sobie przypomnieć, co go sprowadziło na salę
gimnastyczną klubu „Morena” w Żukowie. Dwie maty, drabiny, skakanka, sztanga,
manekin, liny, worki, parę hantli, kilkunastu ćwiczących i trener Henryk Borecki.
Kto wie, czy to nie on i ojciec Andrzeja Wrońskiego najbardziej wpłynęli na
sportową drogę, małego jeszcze wtedy, chłopca z Babiego Dołu. Po pierwszych
treningach trener nie miał wątpliwości, że ma do czynienia z talentem, jakiego
jeszcze nie spotkał w życiu. Po kilkunastu latach okazało się, że miał rację. Tymczasem
Andrzej szybko rósł, co trzy miesiące przybywało mu cztery centymetry, aż
ostatecznie doszedł do 192 cm i stu kilogramów wagi.
Jerzy Gryt – śląski James Bond Jerzy Gryt to najstarszy spośród żyjących zapaśników-olimpijczyków.
To już wystarczający powód, dla którego każdy miłośnik zapasów powinien znać
jego sylwetkę. Warto ją znać także z innego powodu – po prostu jego życiorys
jest wręcz fascynujący!
W krzywym zwierciadle ryzyka
Zastanówmy się teraz przez chwilę, jaki zawodnik zdaje się być groźniejszy? Czy
jest to ten, który w swym oglądzie trzyma już zwycięstwo w swoich rękach? Czy
też ten, którego szanse na wygraną są dramatycznie niskie?
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze. Zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie. |